Autor: Menahem Milson*

19 listopada 2016 r. przypada 39. rocznica historycznej wizyty egipskiego prezydenta, Anwara Sadata, w Izraelu. Autor, doradca naukowy MEMRI, profesor Menahem Milson, który jest Profesorem Emerytem literatury arabskiej na Hebrajskim Uniwersytecie w Jerozolimie, był w owym czasie doradcą ds. arabskich izraelskiego zarządu wojskowego na Zachodnim Brzegu i miał bezpłatny urlop z Uniwersytetu. Rząd mianował go izraelskim adiutantem Sadata podczas tej wizyty.






Konferencja prasowa z Sadatem. Po lewej, premier Izraela, Menahem Begin. Autor jest za Sadatem po prawej.

19 listopada 1977 r. egipski prezydent Anwar Sadat wylądował w Izraelu z historyczną, dwudniową wizytą. Chcę opowiedzieć o epizodzie, który pozostał nieznany mimo obszernych doniesień medialnych o tej wizycie. Epizod ten może rzucić światło na mało znany aspekt historii stosunków Izraela z Palestyńczykami.

Opowiadam to nie jako badacz, który polega na materiałach archiwalnych, ale jako uczestnik i świadek naoczny. Szesnaście miesięcy przed wizytą Sadata zostałem doradcą ds. arabskich Izraelskiej Armii Obronnej (IDF) na Zachodnim Brzegu, to jest, szefem Wydziału Spraw Arabskich w kwaterze głównej tego terenu. Za jednym zamachem przeskoczyłem z pracy uniwersyteckiej w dziedzinie literatury arabskiej do zaangażowania w społeczeństwo i politykę palestyńską.

W owym czasie, w połowie lat 1970., w palestyńskim życiu publicznym dominowała rezolucja szczytu arabskiego w Rabacie z października 1974 r., według której OWP było jedynym prawomocnym reprezentantem Palestyńczyków na całym świecie. W Wydziale Spraw Arabskich na Zachodnim Brzegu byliśmy w pełni świadomi doniosłych konsekwencji tej decyzji dla Palestyńczyków na Terytoriach. Jednak wielu ówczesnych decydentów w Izraelu nie miało tej świadomości, w tym niektórzy wysocy funkcjonariusze w izraelskim zarządzie wojskowym i w establishmencie obrony, najwyraźniej nie rozumiejąc wagi i wypływu tej decyzji. Powody tego niezrozumienia nie są jasne. Być może, była to naturalna tendencja samozwańczych pragmatyków do niedoceniania znaczenia deklaracji programowych i ideologicznych; albo może wynikało to z prostego faktu, że tak wiele rezolucji szczytów arabskich nigdy nie realizowano. W każdym razie ci funkcjonariusze nie wzięli pod uwagę wyjątkowej jakości tej rezolucji, a mianowicie, że utwierdzała i konsolidowało międzynarodową pozycję OWP jako przedstawiciela Palestyńczyków. Nic dziwnego, że OWP zaciekle narzucała zastosowanie się do tej rezolucji, grożąc śmiercią każdemu Palestyńczykowi, który ośmielał się jej przeciwstawić.

Jak wielu pamięta, ogłoszenie przez Sadata, że jest gotowy odwiedzić Izrael, spotkało się z szokiem i gniewem świata arabskiego, szczególnie OWP. Prasa arabska na Terytoriach odzwierciedlała zaciekły sprzeciw OWP wobec inicjatywy Sadata i groźby wobec każdego Palestyńczyka, który ośmieli się ją poprzeć. Niemniej w Wydziale Spraw Arabskich zauważyliśmy, że mimo wrażenia, iż cała społeczność palestyńska na Terytoriach jest jednogłośnie przeciwna inicjatywie Sadata, w rzeczywistości istniały rozległe kręgi, które miały nadzieję na zmianę polityczną i były gotowe powitać tę wizytę.

W środę 16 listopada 1977 r. otrzymałem instrukcję od generała Orliego, Koordynatora Działań Rządowych na Terytoriach, w imieniu ministra spraw zagranicznych, Mosze Dajana, by zaprosić szereg znanych postaci palestyńskich z Jerozolimy i Zachodniego Brzegu. Mieli oni wchodzić w skład delegacji witającej Sadata na lotnisku Ben Gurion. Lista, jaką otrzymałem, zawierała nazwiska popierających OWP burmistrzów, którzy zostali wybrani 18 miesięcy wcześniej. Natychmiast powiedziałem generałowi Orliemu, że wszystkie postaci na liście Dajana odmówią uczestnictwa. Odpowiedział z niecierpliwością: „Dajan zna Arabów lepiej [niż ty] i mówi, że zaakceptują zaproszenie”. Powinienem tu dodać, że wielu wielbicieli Dajana uważało, że Dajan posiada niesamowity wgląd w tak zwaną „mentalność arabską”. Zrobiłem, jak mi kazano i zaprosiłem te postaci – włącznie z burmistrzem Nablusu, Bassamem Szak’ą, burmistrzem Ramallah, Karimem Chalafem i burmistrzem Hebronu Fahdem Kawasmehem – i, jak się spodziewałem, wszyscy odmówili.

Poinformowałem Koordynatora, który wkrótce znowu zgłosił się do mnie i powiedział: “Minister Spraw Zagranicznych prosi, żebyś przygotował listę ludzi, o których sądzisz, że przyjmą zaproszenie”. Tak się złożyło, że miałem taką listę gotową. Spodziewałem się takiej sytuacji i byłem na nią przygotowany, ponieważ zaledwie kilka miesięcy wcześniej miałem podobne doświadczenie, kiedy sekretarz stanu USA, Cyrus Vance, odwiedził Izrael i Dajan urządził dla niego przyjęcie w swojej rezydencji. Również wtedy poproszono mnie o zaproszenie ludzi z Zachodniego Brzegu według listy przygotowanej przez Dajana. Również wtedy Dajan kazał mi zaprosił burmistrzów popierających OWP i zbył moje zdanie, że te osoby nie przyjmą zaproszenia. A kiedy istotnie odmówili przyjścia, zostałem pilnie poproszony o znalezienie alternatywnych kandydatów, którzy zaakceptują. Zrobiłem to i szereg osobistości palestyńskich uczestniczyło w przyjęciu dla sekretarza Vance’a.

Teraz więc, do przyjęcia Sadata, zaprosiliśmy ludzi, którzy byli gotowi publicznie sprzeciwiać się OWP, i oni zaproszenie zaakceptowali. Jeden szczegół dotyczący przygotowania tej listy jest wart zanotowania. Kiedy Dajan poprosił mnie o wybranie Palestyńczyków, których można będzie zaprosić, dodał jedną restrykcję: żebym nie włączył prawnika Aziza Szehadego z Ramallah, który był jedną z wybitnych postaci na Zachodnim Brzegu, znany ze sprzeciwu wobec OWP i gotowości do negocjacji z Izraelem [1]. Nalegania Dajana, by go nie zapraszać, było symptomatyczne dla jego niechęci wobec postaci publicznych znanych ze swej gotowości do prowadzenia negocjacji pokojowych z Izraelem. Przy licznych okazjach wypowiadał się publicznie, że uważa terroryzm palestyński i poparcie dla terroryzmu za „naturalną reakcję”. Dlatego też jego zdaniem, nie można traktować poważnie tych Palestyńczyków, którzy otwarcie odrzucali terroryzm.

Ogłoszenie przez prezydenta Sadata, że jest gotów przybyć do Izraela, wywołało wrzenie i napięcie wśród Palestyńczyków na Terytoriach. Panowała atmosfera lęku i niepewności. Z jednej strony, była to nieoczekiwana okazja do pokoju, zapowiadanego przez prezydenta Egiptu, który od 1945 r. był głównym arabskim patronem sprawy palestyńskiej. Z drugiej strony, OWP, którą wszystkie kraje arabskie uznawały z jedynego reprezentanta Palestyńczyków, stanowczo oznajmiła sprzeciw wobec inicjatywy Sadata. Media arabskie – włącznie z gazetami arabskimi publikowanymi w Jerozolimie – pełne były podżegania przeciwko Sadatowi, a OWP kierowała zaciekłe, bezpośrednie groźby wobec każdego, kto odważał się w jakikolwiek sposób wyrazić poparcie dla Sadata. Trzeba było wielkiej ilości odwagi osobistej i mocnego poparcia własnego klanu, by odejść od oficjalnej linii OWP.

Kwestia, jakie postacie palestyńskie zaprosić na przyjęcie Sekretarza Vance’a lub kogo zaprosić, by powitał prezydenta Sadata, mogą wydawać się trywialnym sprawami protokołu – i istotnie takie były. Niemniej ta sprawa naświetla znaczącą różnicę między dwoma podejściami politycznymi: podejściem Dajana – człowieka, który ustalał politykę Izraela na Terytoriach od wojny 1967 r. – i bardzo odmiennego podejścia, w jakie wierzyłem i jakie realizowałem w praktyce, jak długo zajmowałem to stanowisko w Wydziale Spraw Arabskich.

Tak się złożyło, że miałem jeszcze jeden udział w wizycie Sadata. Tego samego dnia, 16 listopada 1977 r., w kilka godzin po otrzymaniu instrukcji przygotowania listy Palestyńczyków do powitania Sadata, zadzwonił do mnie wojskowy adiutant Begina, generał brygady Efraim Poran, który poinformował mnie, że rząd wybrał mnie, bym był wojskowym adiutantem wizytującego prezydenta. Poproszono mnie zatem, bym dołączył do komitetu koordynującego wizytę, któremu przewodził sam Poran i w skład którego wchodził także dyrektor generalny biura premiera, Elijahu Ben Elissar; dowódca policji okręgu południowego, Arjeh Iwtzan; zastępca szefa Szin Bet (Agencji Bezpieczeństwa), Awraham Szalom; szef departamentu protokołu ministerstwa spraw zagranicznych, Rehawam Amir i sekretarz prasowy premiera, Dan Patir.

Jednym z drażliwych problemów było zapewnienie bezpieczeństwa Sadata podczas jego wizyty i w czasie jego modlitwy w meczecie Al-Aksa w niedzielę, przed jego wystąpieniem w Knesecie. W tę niedzielę przypadało Id Al-Adha, najważniejsze święto w roku muzułmańskim. Na spotkaniu komitetu koordynacyjnego w czwartek (17 listopada) Poran poinformował nas, że zgodnie z rekomendacją służb bezpieczeństwa zdecydowano o zakazie wstępu dla wszystkich wiernych na teren Al-Aksa podczas wizyty Sadata, poza jego świtą i ochroniarzami, szefami muzułmańskiego Wakf i niewielką liczbą korespondentów i zespołów telewizyjnych. Takie zaplanowano rozwiązanie problemu bezpieczeństwa.

Decyzja zakazu muzułmańskim wiernym modlenia się z Sadatem uderzyła mnie jako błędna i szkodliwa. Inni członkowie komitetu nie pojmowali jednak początkowo politycznych implikacji tej decyzji, a mianowicie, że na ekranach telewizyjnych w całym świecie arabskim ludzie zobaczą Sadata modlącego się w izolacji w meczecie. Widok prezydenta modlącego się w pustym meczecie byłby sam w sobie zwycięstwem politycznym i medialnym dla tych, którzy nawoływali do jego bojkotu. Oczywiście rozumiałem problemy bezpieczeństwa, które były podstawą tej decyzji. Wierzyłem jednak, że powinno się znaleźć inne rozwiązanie i że jest to możliwe.

Powiedziałem moim kolegom w komitecie, że jedną z miar sukcesu tego wydarzenia będą relacje w mediach, a mianowicie, jak będzie to relacjonowane i widziane w telewizji. Jest niesłychanie ważne, powiedziałem, by materiał zdjęciowy z modlitwy Sadata w Al-Aksa, tuż przed jego wizytą w Knesecie, pokazywał go otoczonego i oklaskiwanego przez wielu palestyńskich wiernych muzułmanów. Poran zapytał żartobliwie: „No to co proponujesz, Menahem? Czy myślisz, że możesz nauczyć izraelski oddział piechoty, by zmówił muzułmańską modlitwę, a my ubierzemy ich w kefije? „Nie – odpowiedziałem. – Mówię o prawdziwych wiernych Arabach muzułmańskich. Według naszych informacji z ostatnich kilku dni są tysiące, którzy są gotowi przyjść, modlić się z Sadatem i wiwatować na jego cześć”. Mój argument przekonał członków komitetu, ale pozostawało wielkie pytanie, co powiedzą szefowie aparatów bezpieczeństwa.

Oficjalna odpowiedzialność za środki bezpieczeństwa podczas tej wizyty spoczywała na policji, w rzeczywistości jednak była to sprawa Szin Bet. Zarówno Iwtzan, reprezentujący policję, jak Szalom, reprezentujący Szin Bet, powiedzieli, że w sprawie o takiej drażliwości ostateczne słowo musi przyjść od szefów tych organizacji, szefa policji, Haima Taworiego i szefa Agencji Bezpieczeństwa, Awrahama Ahituwa.

Decyzję odroczono do piątku rano. Tymczasem mój personel w Wydziale Spraw Arabskich i ja kontynuowaliśmy ocenę klimatu społecznego i byliśmy pewni, że mimo gróźb i podżegania ze strony OWP istotnie były tysiące, które przyszłyby modlić się z Sadatem, gdyby dostały szansę. W piątek rano rozmawiałem z Taworim i Ahituwem i zaakceptowali moje stanowisko. Zgodzili się na pozwolenie arabskim wiernym na uczestnictwo w modlitwie w meczecie Al-Aksa w niedziele. Ahituw postawił dwa warunki. Pierwszym było, że wierni wchodzący na teren otaczający meczetu muszą przejść rewizje osobistą. Drugim, w znacznej mierze wynikającym z pierwszego, było, że liczba wiernych będzie ograniczona do 1500. Naturalnie zgodziłem się i szczęśliwy poinformowałem Yigala Carmona (mojego zastępcę w Wydziale Spraw Arabskich), że nasza propozycja została zaakceptowana i że powinniśmy zawiadomić ważne postaci w okręgach Hebronu i Betlejem, że będą mogli przyjść ze swoimi ludźmi i modlić się z Sadatem.

W sobotę wieczór, kiedy Sadat lądował na lotnisku i podszedł do delegacji powitalnej, czekało tam wiele postaci palestyńskich z Zachodniego Brzegu, by uścisnąć mu dłoń, wśród nich burmistrz Betlejem, Elias Freij; burmistrz Beit Jala, Farah Al-A’raj; Mustafa Dudeen z okręgu Hebronu; dwie osobistości z Nablusu; i szejk Muhammad Ali Al-Dża’bari, były burmistrz Hebronu, który był znany ze swych dobrych stosunków z królem Jordanii. Następnego dnia, kiedy prezydent Sadat i jego świta przybyli do meczetu Al-Aksa, był on pełen muzułmańskich wiernych, którzy przybyli wcześnie rano autobusami i ciężarówkami z okręgów Betlejem i Hebronu. Kiedy wszedł na teren, podniosły się wiwaty: „Niech żyje bohater pokoju, poświęcimy dla ciebie krew i życie, Sadacie”. Twarz Sadata rozjaśniła się, a jego towarzysze uśmiechali się z satysfakcją. Prasa i fotografowie uchwycili ten moment. Następnego dnia Sadat spotkał się z kilkoma ważnymi postaciami palestyńskimi, które witały go na lotnisku i dwiema innymi wybitnymi osobami: Anwarem Al-Chatibem, gubernatorem Jerozolimy za czasów Jordanii, i Hikmatem Al-Masrim z Nablusu, który był przewodniczącym parlamentu jordańskiego. Po powrocie do Jerozolimy Sadat oświadczył: „W Jerozolimie spotkałem prawdziwych Palestyńczyków”. Był to ostry przytyk pod adresem Jasera Arafata i innych przywódców OWP, którzy wezwali do bojkotowania go oraz wyraz poparcia i szacunku dla Palestyńczyków, którzy spotkali się z nim mimo wszystkich nacisków i gróźb.

Epilog

Zasadą, jaką kierowałem się podczas opisanych powyżej wydarzeń, jak również w całej pracy jako Doradca ds. Arabskich oraz później, jako szef Administracji Cywilnej na Zachodnim Brzegu, było, że Izrael musi zachęcać i chronić tych Palestyńczyków, którzy opowiadali się za koegzystencją z Izraelem, niezależnie od tego, czy byli pro-jordańscy, czy opowiadali się za niepodległością palestyńską. Epizod opisany powyżej zakończył się szczęśliwie. Przy tej okazji mogłem pomóc umiarkowanym przywódcom palestyńskim wyjść na pierwszy plan. Były to jednak tylko izolowane epizody. Pełna historia stosunków Izraela z umiarkowanymi Palestyńczykami nie ma szczęśliwego zakończenia. Rządy Izraela, zarówno lewicowe, jak prawicowe, odrzucały Jordanię jako partnera do porozumienia na Zachodnim Brzegu [2]. Co więcej, traktowały z niecierpliwością i lekceważeniem tych Palestyńczyków, którzy odważnie sprzeciwiali się OWP. Niestety, starania o przekonanie polityków izraelskich, że słuszne jest zachęcanie umiarkowanych Palestyńczyków, nie odniosły sukcesu.



Przypisy:

[1] Szehade został zamordowany 2 grudnia 1985 r.

[2] Golda Meir i Mosze Dajan odrzucili inicjatywę federacji króla Hussaina z marca 1972 r., a Begin odrzucił plan Reagana z 1982 r.


Visit the MEMRI site in Polish: http://www2.memri.org/polish/

If you wish to reply, please send your email to [email protected] .